macierzynstwo-w-czasach-zarazy
Nową normalną rzeczywistość spowodowaną epidemią korona wirusa można albo zaakceptować, albo się z nią pogodzić. Walczyć nie ma jak, niestety trzeba się jej poddać. Ale czy w tym całym zamieszaniu można mieć  gorszy dzień? Dziś trochę gorzkiej prawdy z perspektywy matki, która nie zawsze ma ochotę na kreatywną zabawę z dziećmi. Zapraszam na macierzyństwo w czasach zarazy moimi oczami.

Czytając wiele różnych wpisów na temat jak sobie radzić z dziećmi w domu podczas epidemii, czym zająć dziecko na dużej niż 5 minut, kreatywne poradniki DIY, jak nie zwariować z dziećmi w domu oraz jak to nie wolno narzekać na spędzanie czasu z rodziną, postanowiłam zabrać głos. Przyznam szczerze, że sama na początku byłam zaciekawiona tymi wszystkimi poradami co robić z dzieckiem w domu, ale czy naprawdę jestem zmuszona do wycinania codziennie kwiatków z filcu i robienia  króliczków ze starej dziurawej skarpety? Nigdy nie byłam mistrzem DIY. Nawet kiedy chodziłam z małą Helą do klubiku Mama wśród Mieściu zdecydowanie bardziej wolałam te wszystkie masażyki niż lepienie z plasteliny.

Czymś jednak to dziecko trzeba zająć to fakt. Zwłaszcza jeśli się pracuje zdalnie w domu. Ciężko jest więc mówić o kreatywnym robieniu wycinanek między jednym call’em a drugim. Tym bardziej, że obiad też się sam nie zrobi.Nowa smutna rzeczywistość przedstawia się teraz tak, że dzieci muszą się niestety trochę same sobą zająć (dziękuję Ci Boże za rodzeństwo!). W tym momencie już widzę  falę komentarzy, że przecież jest jeszcze czas po pracy i weekendy. Pewnie, że są! I te chwile staram się wykorzystywać do maksimum. Chcę tylko powiedzieć, że obecne macierzyństwo w czasach zarazy w połączeniu ze zdalną pracą obojga rodziców to trochę jazda bez trzymanki. Powoli pewnie się do tego wszyscy przyzwyczaimy, ale nie wymagajmy od siebie, że będziemy ciągle na 100%.  Bo tak się po prostu nie da. Ciężko być pracownikiem na  100% i w tym samym czasie być kreatywną matką na 100%. Trzeba dać sobie trochę luzu. Nie mam na myśli zawalania terminów w pracy, czy zagłodzonych dzieci. Ale prawda jest, że każdy ma prawo do gorszego dnia, tym bardziej teraz, a stwierdzenia typu – Czy to rzeczywiście tak ciężko spędzić czas z rodziną? – po prostu mną miotają.

Tu nie chodzi o to, że raptem ciężko jest ze sobą spędzać czas przebywając ze sobą 24 godziny na dobę pod jednym dachem . Tu chodzi o organizację. Co innego leżenie na kanapie. Co innego połączenie pracy zawodowej z życiem rodzinnym w czterech ścianach. Zanim zacznie się oceniać warto poznać szerszy kontekst.

To tekst  typu „muszę bo się uduszę” z pozdrowieniami dla wszystkim zdalnych matek z deadline’ami na wczoraj!

#teamzdanie #jeszczebędzienormalnie

>> Jeśli chcecie się wygadać zapraszam na grupę Mama 30+ <<

2 thoughts on “Macierzyństwo w czasach zarazy, czyli mniej lukru więcej prawdy!”

Leave a Reply